Filed under: zdrowie

Hurrraaaa, pizza!

No da się, ludzie, da się! Da się mieć ser bez sera. Z nerkowców. Jest świetny, pieknie się rozpuszcza, zapieka i bardzo pasuje do pizzy. Fajny też będzie w jakiś meksykańskich daniach czy zapiekance!

Ser robi się tak:

  • szklanka orzechów nerkowca
  • sól, pieprz
  • śmietana roślinna - miałam owsianą 200ml
  • sól, pieprz, 2 ząbki czosnku (jeden też byłby ok)
  • 2 łyżeczki skrobi kukurydzianej (ziemniaczan też by mogła być)
  • orzechy moczy się w wodzie godzinę minimum, taka ilość, żeby je tylko zalać
  • potem wszystko do pojemnikia wysokiego i blenduje się na konsystencję śmietany


Przepis STAD, tam też cały przepis na pizzę, ale jak wiadomo - pizza to danie, bierz co chcesz, więc nadzienie można dowolnie modyfikować. Nie pasowało mi też za bardzo ciasto francuskie. Lepsze byłoby klasyczne ciennkie pizzowe ciasto. Następnym razem :)

A taki efekt

Pict0155

Pict0154

Młody ma skórę jeszcze bardziej delikatną niż Laura i chwila w jednorazowej pieluszce i już odparzony. Więc siedzi w tetrze. No i od dziś też będzie siedział w poszytych przez chusto-znajome formowankach. I wiecie co, ja jednak lubię wielo. Mimo tego spierania, etc. Jakoś tak zdrowiej mi się wydaje. I przestaje mi się słabo robić na ilość śmieci. I tylko wkurza mnie polityka naszego państwa, która zostawiła na pieluchy jedno vat 8% a na wielo podniosła do 23%, bo przecież skoro materiał to ubranie jest. Kiszka :( Polityka prorodzinna psia mać.

Dokonałam też mega odkrycia - otulacz polarowy. Otulacz, dla niewtajemniczonych, to takie coś, co się zakłada na pieluszkę z materiału, żeby nie pomoczyć ubrań i wszystkiego wokół. Do tej pory stosowałam PUL, taka membrana co to przepuszcza powietrze, ale nie wilgoć. Wiedziałam o otulaczach wełnianych, ale z nimi jakaś zabawa - lanolinowac trzeba, uważać z praniem, a poza tym Laurę wełna uczulała, więc nie miałam ochoty testować. W sumie polar ją też uczulał. Młodego chyba nie uczula, a polarek jest świetny. I naprawdę izoluje. No może nie tak rewelacyjnie jak PUL, ale zważywszy że niemowlaka przewija się właściwie w kółko, to spokojnie daje radę.

No i zaleta wielo, można je odsprzedać...oczywiście jak się onie odpowiednio dba. :)

 

Oczywiście alergologiczna, a jak! Jetsem już przecież mistrzem ;)

Laura znów się pogorszyła troszkę. Dokładnie w tym samym czasie co Tomek. O ile młoda dostała koziego sera odrobinę, u Tomka zmian zero. No ale okazało się, że pogarsza im się rano po myciu wodą (Laurze wieczorem). I drugi czynnik - powietrze w Krk znów było kiepskie. Dziś jest lepiej i oboje też lepsza skóra. Więc wychodzi na to, że jednak głównym winnym jest czynnik atmosferyczny, który ogólnie osłabia im zdolność do radzenia sobie z innymi alergenami. I o ile w zdrowym powietrzu (patrz wakacje) ich organizmy radzą sobie z nabiałem, pomidorami (no i innymi), to w sytuacji krakowskiej już mniej :(

Tylko co teraz?

Lekarka zapisała maść na gronkowca i wypisała skierowanie do alergologa. W sumie chyba żałuję, że nie poszłam na medycynę ;)

Ogólnie - jedna wielka zgadywanka, co powoduje AZS u młodej i co właściwie pomaga, a co szkodzi. Przykro patrzeć jak ją łapki swędzą, jak się pogarsza skóra. Tak chciałoby się złapać tego winnego. Trzymajcie kciuki.

Candidy nie ma, pasożytów nie ma (a przynajmniej nic nie wyszło). Z skóry jej wyhodowali gronkowca złocistego, więc ma go. Ale prawdopodobnie sam gronkowiec nie psuje skóry, tylko wyłazi, bo jest osłabiona. czyli jesteśmy trochę w punkcie wyjścia - albo alergia albo coś grzybowego. Wymazu grzybowego ze skóry jeszcze nie ma, może on coś rozjaśni. Pozostaje zastanowić się nad testami alergicznymi.

Chyba szkodzi jej jakiś konserwant czy coś co się dodaje do pieczywa kupnego. Bo wyraźnie po takim zaczyna się drapać. Ale co? Dziś wyczytałam o dziecku uczulonym na...proszek do pieczenia. Ech. W każdym razie póki co trzymamy się diety bezmlecznej, testowo wyeliminujemy wędliny (przynajmniej częściowo, bo po pierwsze mamy zdrowe, po drugie - ona je uwielbia).\

Rano zaryzykowałam podanie żółtka. Kiedyś jadała już całe jajka, ale potem jej się psuła skóra po nich. Wygląda jednak, że jeśli nadal uczulają, to tylko białka. Zawsze coś.

Jutro mamy wizytę u pediatry, a póki co, włączyliśmy do kuracji Latopic, probiotyk dedykowany osobom z alergiami.

A ja codziennie właściwie robię mleko zbożowe. Ciekawe jak żyłam bez automatu ;) Laura mleko to uwielbia, a ja zgłębiam dalej wiedzę na temat składników odżywczych nasion i orzechów, żeby mleko nie było monotonne i mało odżywcze.

 

Moje dziecię nie lubi warzyw. Zjada pięknie zupki z warzywami i na tym koniec. Kombinuję wiec jak by coś jej tu przemycić. Dziś zrobiłam kotlety z kaszy jaglanej z brokułem. Rzuciła się na nie...i potem już pluła. Kolejna próba przemytu nieudana. Za to Tomkowi smakowały, chyba, bo mówił, "nawet dobre mimo że bez mięsa" ;)

Dobre dobre są. I syte! A robi się w sumie prościutko:

  • Miesza ugotowaną kasze i brokuła - dziabie się to widelcem lub tłuczkiem do ziemniaków.
  • Przyprawia wedle upodobań - u nas indyjsko z odrobiną czosnku.
  • Zagęszcza tartą bułką, otrębami, płatkami, mąką ziemniaczaną (też według upodobań i przyzwyczajeń).
  • Smaży na oliwie.

Zajada z ogórkiem kiszonym i ziemniakami - znów nasza wersja. Laura zjadła z tego ogórka, wcześniej jadła też ogórkową, więc przemyciłam tam marchewkę i kalarepkę. Poskubała makaron. Na szczęście jadła ogólnie dziś dużo, więc się jakoś nie przejmuję.

Skórę ma masakryczną dziś znów. Miała śliczną rano, popołudniu bardzo kiepsko. Ze "złych" potraw był kawałek kupnej drożdżówki i te nieszczęsne ogórki (nigdy nie szkodziły, podrażniały, ale to kwestia chorej skóry była). Odstawiliśmy syrop, bo wyglądało, że nic nie pomaga, za to pomagał Pimafucort. Teraz wychodzi na to, że P. nie pomaga nic. :/ We wtorek znów wizyta u pediatry. Do tego czasu będzie wynik na candide i posiew na bakterie ze skóry (na grzyby raczej jeszcze nie).

Choc w sumie dla dziecia powinno też się nadać, ale zrobiłam z myślą o mnie i Tomku (fanu chałwy) - kuleczki chałwowe z przepisu na wegedzieciaku, Użyłam słodu kukurydzianego, dałam zmielone siemię i dorzuciłam troszkę rodzynek. Pycha.

Wolno mi - nie mam cukrzycy, wynik był OK :) Hurrraaaaaaaa!!

Jaką mamy dzielną dziewuszkę! Pani skrobała jej nożykiem po skórze, lekko bidulka krwawiła, ale nawet nie pisnęła. Była tak bardzo zaciekawiona tym, że coś się dzieje nowego, coś czego nie zna.

Wynik bakteriowy ma być za tydzień, grzybowy od 2-7 tygodni. Może coś nam to rozjaśni.

A ponieważ średnio wygląda po tym skrobaniu nożykiem zastosowałam dziś jej kąpiel w "glucie" - wywarze z siemienia. Mam nadzieję, że siemię jej nie podrażni. Nie powinno. Próbowałam kupić ziele ostrożenia, ale okazuje się, że ono normą jest tylko w Wielkopolsce. Tu panie w aptekach się dziwiły. Hm. Ciekawe

Na pewno szkodzi ser żółty. Nie szkodzi cielęcina, wołowina, rosołek.

Okropnie, wręcz masakrycznie podrażnia ją krem Diprobase - może ktoś chce? Użyty dwa razy...

Dziś została dwa razy przesmarowana maścią cholesterolową i wygląda, że bardzo jej służy. Skóra lepsza, gładsza.

Działa też emulsja do kąpieli Emolium (balsam i krem specjalny szkodziły).

Nocnik przywieziony, badania przed nami - lamblia, pasożyty, candida plus pewnie owsiki dla pewności. Niech to będzie coś prostego do przeleczenia, Młoda dostanie jeszcze probiotyki (tylko jakie są bezmleczne?) i znów będzie mogła wcinać niemal wszystko.

Nie mam pomysłu czym ją smarować zimą, chyba karite lub masłem kakowym najpewniej będzie.

 

 

Posterous theme by Cory Watilo