Filed under: organizacyjnie

Przepraszam niektórych z Was za ręczne dodawanie komentarzy. One wszystkie się pojawiają u mnie w mailu, ale niektóre za nic nie pojawiają sie na stronie. Prowadzę korespodnecję z ichniejszym helpem, osiągnęłam tyle, że przestali odpisywać na maile.

No nic, daję jeszcze szansę.

No pięknie, zdążyłam się zakochać w posterusie, że taki przyjazny, cudny, łatwo obsługiwalny i dodali mi jakieś spaces, przed które ładną chwilę zajęło mi odszukanie bloga i możliwości publikowania. I co się stało z publikowaniem via mail? Nie działa też (mam nadzieję, że chwilowo) dodawanie linków w bocznym pasku. A mam kilka blogów do dodania jeszcze. Zmiany nie zawsze są na lepsze widać.

Edit: Napisałam feedback, okazało sie, że problem znany i nad nim pracują. Przynajmniej system odpowiedzi jest świetny ;)

Otagowałam wszystko od początku. I kilka przemyśleń mi się nasunęło, jak czytałam to, co pisałam jeszcze przed porodem i o naszych pierwszych dniach - ja się baaardzo długo nie mogłam pogodzić z alergią na nabiał! Pewne rzeczy postrzegam teraz zupełnie inaczej. No to będzie o czym pisać. ;)

Bo kobieta zmienną jest i tumblr nie starcza do realizacji kilku pomysłów. Jak już mam dziecko i będę mieć kolejne, to chyba trzeba coś z tym zrobić, prawda? Coś będzie się więc tworzyć. Tutaj. Mam taką nadzieję :)

Wszystkie poprzednie posty pochodzą z http://bayushi.tumblr.com/ więc czasem mogą coś o tamtej platformie wspominać. Nie chciałam ich kasować, bo to jednak kawał życia, a nawet dwóch. Zostają więc bez większej edycji. W ramach wolnego czasu (he he) będę je tylko tagować.

Założyłam kolejnego bloga. A właściwie coś więcej niż bloga, jak się to cudo reklamuje. Mogę teraz pisać z komputera, telefonu, iPoda, wstawiać filmiki, zdjęcia, mp3 i masę cudów czynić.

Po co mi kolejny blog? Mnie, wrogowi mnożenia bytów ponad potrzebę. Bo bayushi.eu jest jednak blogiem, który narodził się z fascynacji Japonią, który jest taki codzienny, w którym i marudzę na studentów i na zajęcia i opowiadam o filmach i czasem gotuję. I nadal robię te wszystkie czynności, ale dzieje się też ze mną coś innego. Matczeję. Rośnie mi brzuch i przeżywam z tego powodu całą masę emocji. I czasem mam ochotę je z siebie wyrzucić. I jakoś nie umiem tego na tamtym blogu. Bo tamto to przecież nie blog o ciąży, o dziecku. O zmiennych nastrojach. Tam wpadają ludzie, którzy szukają przepisu na kimchi, chcą poczytać o japońskich lolitkach, o cosplay. Szkoda im serwować wynaturzenia przyszłej matki, prawda?

A poza tym, może moje przemyślenia zainteresują jakieś inne matki, które z kolei nie chcą czytać o tym, w co ja sobie aktualnie gram i dlaczego nie lubię j-RPG ;) Postanowiłam więc podzielić się. Duża część mnie to aktualnie “matka-wariatka”. Niech ma sobie bloga dla siebie. Niech ma miejsce na marudzenie, lęki, niepokoje.

Jeju, wrzucanie zdjęć tu jest fajowe! Dzieć według lekarza będzie dziewczynką. Tomkowi chyba już udało się ten fakt zaakceptować, oswoić. Wita nas słowami “cześć dziewczyny”. Ja sobie póki co nie mogę płci dziecka zwizualizować. Czasem więc jest dziewczynką, czasem chłopcem, czasem formą ono. W szafce ma jednak przewagę ubranek różowych dzięki cioci O.

A, może jeszcze technicznie, dla przypadkowych gości. Jestem na przełomie 24/25 tygodnia ciąży. Termin porodu mam na 12 czerwca. Dostanę becikowe, bo pierwsze USG miałam w 7 tygodniu, a od tego czasu co miesiąc daję sobie ściągnąć krew i podglądam małe na USG. Podczas ostatniego badania miałam próbę cukrzycową z piciem 50g glukozy i dementuję plotki, jakoby było to strasznie traumatyczne. Załapałam się na wynik w normie, ale ponieważ niewiele brakowało za miesiąc będę pić 75g glukozy.

Chwilowo, leżę. Jestem na L4 od wczoraj. Ale o tym, jak oswoję temat. Na razie jeszcze źle mi się o tym pisze.

Posterous theme by Cory Watilo