Filed under: mądrości

Smo ma prawdziwą obsesję na punkcie butów. Uwielbia przymierzanie butów, jak jesteśmy w Galerii jakiejś, to sklepy z zabawkami mogą nie istnieć, ale przed każdym obuwniczym się zatrzyma, zakomunikuje, że "buti, buti", czasem nawet do niego wejdzie (staramy się tego unikać, bo potem ciężką ją odłowić).

A ja mam obsesję zakupów internetowych (no większość rzeczy kupuję przez net, bo i wygodniej i taniej). Często wiec przychodzi do nas "pocia" (poczta). Zamówiłam też tak paputki dla Laurona. Przyszły.

L (na dzwięk dzwonka) Co to?

Ja Pewnie poczta

L Pocia?

J Pewnie twoje butki

Otwieramy, faktycznie poczta i butki. Od tamtego dnia ilekroć laura słyszy "poczta" lub widzi panią listonosz dopytuje z nadzieję:

Buti??

No cóż...

Czasem mam wrażenie, że w mojej głowie mieszkają co najmniej dwie różne kobiety. A może nawet trzy?

Jedna to kurka mamuśka, która chciałaby zajmować się dziećmi, która na myśl o ich zostawieniu blednie, mdleje i ogólnie wpada w ciężką histerię. Która gotuje, pierze, obiadki szykuje, bawi się - pozwala maziać plakatówkami i ogólnie chciałaby mieć z kilka par rąk więcej żeby jedno i drugie wyprzytulać, wybawić, a w międzyczasie zdrowe eko-jedzonko ugotować. I zupkę. I przetwory robić. I na bazar biegać.

Druga to ambitna karierowiczka pogrążona obecnie w ciężkiej depresji, że przez dzieci nie rozwija się naukowo. Nie rozwija? Dobre sobie. Uwstecznia się!! Zapomina język japoński, zapomniała dawno chiński (no ok, rozpoznaje jeszcze kilka znaków), nie ma pojęcia jakie się ogląda teraz anime, jakie mangi czyta. Boleje nad niemożnością pójścia na różne imprezy do Manggha. I uświadomiła sobie dziś, że chyba z pół roku żadnego TEDa nie obejrzała. I czyta książki zrywami, masa stron jednego dnia, potem dłuuuuga przerwa. Tak bardzo długa, że nie pamięta, co się działo w III tomie sagi Martina (ani tytuły tego III tomu nie pamięta). I tesknie patrzy na biografię Jobsa, która za wielka jest żeby wygodnie czytać przy karmieniu. A jeszcze tęskniej na książkę o Apple dostaną w prezencie, a zakolejkowaną na "po skończeniu Jobsa" - ale może lepiej zmienić kolejkę, bo mniejsza jest i może przy karmieniu da się czytać. Ambitna karierowiczka co jakiś czas myśli też o zmianie pracy na lepszą, napisaniu książki, rozpoczeciu działalności związanej ze szkoleniami. Ale permanentnie brak jej czasu, co w sumie jest wygodne, bo brak jej też odwagi na drastyczne kroki.

Trzecia - produkt kolorowych gazetek, która chciałaby połączyć w jedno dwie powyższe... Tak, ta chyba jest najbliższa mnie. W efekcie padam dzisiaj na pyszczek po poświęcaniu dzieciakom 100% uwagi, z jednoczesnym sprzątaniem, praniem i wspólnym śniadaniem i drugim śniadaniem. Na obiad już zabrakło sił. Chociaż chyba będzie trzeba jednak coś przygotować zaraz. I w tym momencie odzywa się Druga, z hasłem: "a może by tak pooglądać coś?" Trzecia powinna teraz robić zdjęcia ubranek i książeczek, które chce wystawić na sprzedaż/wymianę, ale jakoś nie ma siły. W ogóle Trzecia może powinna zająć się obiadem, a nie pisać bloga? Tylko, że też jakoś nie ma siły.

Czwarta  to taki niespełniony ideał wszystkich powyższych, która chciałaby w końcu wybrać się do fryzjera, kosmetyczki, wymalować się, pójść na jakieś mega zakupy ciuszkowe a potem siąść i napić się kawy. Tylko, że doskonale wie, że tego nie zrobi, bo jakoś ogólnie nie lubi chodzić po sklepach...

Piąta - radosna konfiguracja powyższych. Osiągnięcie na ten moment - blog, wypita kawa zbożowa, umyta twarz metodą OCM, dzieci śpią.

A, i jeszcze po rozmowie dziś z A. uznałyśmy, że nie lubimy czytać statutów znajomych, którzy piszą na czym byli w kinie, jaki film widzieli, w co grali. Bo im kurka zazdrościmy. Po namyśle stwierdziłam, że mam też problem ze statutami dzieciatych znajomych, bo mam wrażenie, że ich życie to sielanka, śliczne zdjęcia, czas, spokój...

To kto mi doczepi parę kończyn, dorzuci ze dwa wiadra energii i wydłuży moją dobę, przy jednoczesnym skróceniu doby dzieci? Albo może kto mnie sklonuje? Ewentualnie powie jak po prostu zachować w tym wszystkim równowagę?

Ma smoczek.

Mama nie biegnie na pierwszy pisk

Mama nie bierze na ręce na drugi pisk

Mama usypia w wózku ze smoczkiem (dziecko usypia, nie sama. Sama usypia nad rączką wózka)

Dostaje Bobotic na kolki

Mama ma jakby mniejszą ochotę rezygnować z nabiału

Rozważa odkładanie do wózka w nocy, ale nie udaje się jej bo zasypia karmiąc (a potem się budzi zdziwiona że dziecko znów chce jeść, a minęły jednak 2 godziny)

Ale...nosi w chuście więcej niż pierwsze (bo wtedy jeszcze się nieco bała)

Dzieć ma bardziej wypasioną chustę, bo mama zaczęła dostrzegać róznicę, że cena często jednek idzie w parze z jakością (ok, nadal nie kupuje chust kolekcjonerskich)

Dzieć testuje chusty - elastyka, czeka na tkaną, a ostatnio nawet kółka. Choć kółka jak na razie testowała Laura, bo malucha się bałam wrzucać.

Na razie się głównie dokształcam:

http://www.szkolachustonoszenia.pl/index.php/chusta-na-kokach.html

http://www.jendrulino.pl/pl,info,Instrukcja-noszenia-w-chuscie-kolkowej

Acha, no i pierwsze dostało większy zestaw pieluch na dzien dobry, bo już matka oblatana w temacie. Młodsza na początku głównie tetrowa, a młodszy ma nawet formowanki miniaturowe.

No więc w sumie ma gorzej?

Dodatkowo matka ma wyrzuty sumienia względem starszej, że nie zawsze ma czas dla niej. I czuje się winna troszkę. Jakoś trudno podzielić miłość na dwójkę. Bo kocha się je tak samo mocno, tylko z każdym ma się inne porozumienie. I boli tylko, że się rozdwoić nie da jak akurat oba chcą bardzo czegoś w tym samym czasie.

Chociaż ostatnio niczym matka polka - starsza płacze po drzemce, młode płacze bo jeść - starsza została wrzucona w chuście na plecy, co już ją uspokoiło, młodsze zostało nakarmione na rękach, mama jedną nogę miała na krześle, żeby wygodniej dziecko młodsze podtrzymać. Nie było komu zrobić fotki, więc trzeba się wykazać wyobraźnią. Ale podejrzewam, że wyglądałam dość zabawnie.

Choć jak wiadomo wszyscy i tak rozczulają się nad "noszącym" facetem, a nie kobietą:

http://demotywatory.pl/3124286/Planujesz-trzecie-dziecko

Niedawno ze znajomymi dyskutowaliśmy czy udostępnianie rzeczy w sieci za darmo ma sens. A wyszło od piracenia, że biedni autorzy nie zarabiają, bo ich piracą. Ja mam zdanie, że piracenie do zarabiania nie ma się jakoś szczególnie, bo część co piraci i tak by nigdy nie kupiła, więc nigdy nie była potencjalnym klientem, a czasem piracenie nawet pomaga, bo pozwala usłyszeć o nikomu nie znanym artyście i wtedy można go kupić. No ale to ja, jestem optymistką, wierzę w co mówi Cory Doctorow, fascynuje mnie Scott Sigler i cały nurt rozdawania za darmo. Znajomy wytknął mi, że to amerykański rynek i ze w Polsce nie zadziała. No fakt, u nas często jest podejście "jak za darmo, to za darmo", ale ja jednak doceniam pracę innych. I mogę polecić...i to nawet w temacie bloga ;)

Jak nauczyć dziecko korzystania z nocnika (choć może jak zrozumieć kiedy posadzić dziecko na nocnik ;) ), dostępny jest podręcznik za darmo z głównymi ideami, pomysłami. I można kupić książkę. Zaraz będę ją zamawiać, bo naprawdę doceniam, że ktoś napisał, udostępnił. Za darmo.

Klikać można tu: http://www.bezpieluch.pl

Własnie wyczytałam, że moja znajoma nie powinna miec dzieci, bo popełniła notkę, że "dziecko ją wkurwia". Tak więc drogie mamy, jak macie gorszy dzień, to broń boże nie piszcie! Poczekajcie na lepszy i napiszcie, że macie cudnego anioła w domu i to, śmo, tamto. Bo inaczej sama superniania was przeklnie :P

W sumie nie wiem, śmiać się? Płakać?

 

Ponieważ znajoma zapytała mnie o bloga, a konkretniej: "prowadzisz może jakiegoś bloga o byciu cudowną mamą i żoną na przekór współczesnym tendencjom w obu obszarach kobiecości...?", to jakoś nie da się nie napisać, prawda? To krótkie pytanie odkopało we mnie rzeczy nad którymi już jakiś czas sobie myślę, które mnie drażnią, bolą, smucą.

Współczesne tendencje - kobieta wyzwolona, pracująca, niezależna, singielka, robiąca karierę, jak już mająca dzieci to w pakiecie z nianią bądź babciami dyspozycyjnymi 24h/7dni. Co więcej, kobieta która robi coś inaczej, jest według feministki Elisabeth Badinter zaprzeczeniem wszelkich cnót kobiecości współczesnej. Bo po co ona i inne walczyły o równouprawnienie, jak teraz kretynki karmią piersią i zgroza, używają wielorazowych pieluch i gotują obiadki. Poczytać można artykuł TU.

No i drażni mnie to. Bo wbrew tym pieluszkom, eko, gotowaniu obiadków czuję się feministką. Jestem za wyborem, a to chyba o to powinno chodzić? Jak byłam mała marzyłam o karierze. Kariera jest super, wyjazd na stypendium, praca, zarobki. No właśnie - dlaczego jednak często kobiety zarabiają mniej poświęcając tyle samo? Są mniej doceniane przy awansach? Bo...mogą założyć rodzinę. Chyba, że zdecydowanie są anty, wtedy można zaryzykować inwestycję w taką kobietę. W innym wypadku lepiej nie ryzykować. Ja nawet poniekąd tych pracodawców rozumiem...choć się nie zgadzam. A wszystko działa tu na zasadzie akcji i reakcji - jak pracodawca ok, kobieta też, jak nie to nie. Więc feministycznie wspieram wszelkie pracujące kobiety z ich kłopotami, problemami.

Z drugiej strony, teraz jestem mamą, niedługo podwójną. Kiedyś byłam przekonana, że nigdy mamą nie będę. Dzieci nie znosiłam, wydawały mi się koszmarnym ograniczeniem wolności. Do czasu pojawienia się Smo. Są ograniczeniem, ale są też czymś tak niesamowitym, że chce się dla nich tym ograniczeniom poddać. Owszem, mogłabym wziąć opiekunkę, zająć się dalej karierą jakby nigdy nic, pokazać - jestem super kobietą - mama i pracująca i sobie radzę. Radzę? Guzik prawda. Nie ma radzę - można pracować i być mamą, nie da się spełniać ambicji i być mamą. Bo ja jestem osobą, która jak się za coś bierze, to bierze w pełni (i tak pojmuję bycie dobrym pracownikiem) i wtedy nie widzę kiedy miałabym być super mamą... Moja praca nie wymaga bycia dużo poza domem, ale wymaga przygotowań. A co jak praca wymaga bycia poza domem około 10 godzin? Nikt mi nie powie, że da się wtedy naprawdę zająć dzieckiem, zadbać o nie, znać je. Wiem, często nie ma wyboru, ale wtedy widzę też jak te kobiety okropnie przeżywają rozstanie z dzieckiem, jak ciągle myślę "dobrze robię"?

Jeśli mama robi karierę, to jej wybór, nie będę się trzęsła że może jej dziecko jest nieszczęśliwe, bo pewnie nie jest. Pewnie ma taką możliwość. I OK. Dlaczego więc inny wybór jest uważany za zły? Że matka, która zostaje w domu, bo uważa, że jest jednak potrzebna dziecku jakiś czas, że zdrowiej będzie gotować niż kupować słoiczki, że wielorazowe pieluchy są ok jest uważana za zdrajce? Raczej jest chyba odważna, że zostaje w domu, że przez jakiś czas nie będzie miała kontaktu z ludzką mową, że będzie miała dołki z powodu braku inteligentnych rozmów i braku czasu na lektury najnowszych książek.

Jestem matką feministką, wiem, że nie mam szans być na 100% cudną mamą, żoną, pracownikiem, więc postanowiłam wybrać tak. Mogłam. a jednocześnie popieram - in vitro, prawo kobiet do aborcji, prawo do równego traktowania w pracy (nie tylko na papierze), ha ja jestem nawet za pozwoleniem na kapłaństwo kobiet i do tego za zniesieniem celibatu. O prawach wyborczych nie wspominam i jestem wdzięczna feministkom, że je wywalczyły. Nie uważam, żebym będąc matką była mniej kobietą, że szykując mężowi śniadanie (w sumie częściej on szykuje) wpadała w rolę niewolnicy. Bez przesady. Jestem mamą feministką.

 

Tomek miewa dziwne sny. A czasem, zaspany, jakieś dziwne skojarzenia. Młoda z kolei nam się pochorowała (albo ząbkuje ostro) - ma lekką gorączkę, katar i nie może spać. I dziś Tomek rano mi mówi, że  w sumie chyba nie może się zajmować nią w nocy, jak jest zaspany, bo...

"Wstaję po wodę dla niej i kombinuje czemu nie może tak spać i wymyśliłem, że dlatego, że ma wielowątkowe sny i przez to, że ma ten nos zapchany te wątki nie mogą się połączyć i nie może przez to spokojnie spać..."

Sytuacja z nocy - wrócił z wodą do łóżka, podaje małej i siedzi. Ja obudzona, słyszę jak Młoda charczy, chce pić, ale nie może bo ten zatkany nos przeszkadza, Tomek siedzi więc mówię, żeby przeczyścił jej nos. Przeczyścił, napiła się, zasnęła.

Rano dowiedziałam się właśnie, że siedział i mocno myślał jak jej pomóc te wątki złożyć w jeden...

Proste - wystarczy wyczyścić nos ;)

Kurtyna.

Znajoma wrzuciła piękny tekst - Czarna lista - czyli jak zmienia się życie po dziecku, z humorem o rzeczach niestety prawdziwych.

Ja ogromnie się cieszę z każdego wyjścia z domu, spotkania ludzi, nazywam to właśnie "spotkaniem z ludźmi, którzy mówią". Mówią więcej niż mama, tata, to. Którzy mówią o książkach, które ostatnio przeczytali, filmach, co obejrzeli, grach, które przeszli. Mówią o czymś innym niż "zupki, kupki".

I czasem naprawdę jest tak:

"Uczysz się doceniać czas wolny. Każdy. Łącznie z wizytami w toalecie. Czas drzemek maleństwa to absolutna świętość, kto ją naruszy zasługuje na biczowanie. Szybko odkryjesz, że wyjście do mięsnego może zapewnić ci ten sam poziom ekscytacji, co wakacje all-inclusive na Teneryfie, a wizyta u stomatologa jest lepsza niż w spa - do spa pewnie nigdy nie pojedziesz, a do dentysty i owszem i to bez dziecka (wymówka idealna), za to z książką (panująca tam z reguły grobowa cisza pomoże ci osiągnąć stan nirwany nawet przed leczeniem kanałowym)."

Albo:

"Zaczniesz tęsknić za dorosłymi. Każdy osobnik posiadający w miarę pełne uzębienie, potrafiący samodzielnie korzystać z toalety i posiadający okno na świat w postaci pracy, staje się często ofiarą mamy, która po tygodniach powtarzania „la-la” i „a teraz powiedz am” czuje, że jej mózg ma już konsystencję deserku z bananów. Ma już w głębokim poważaniu, gdzie się podziały Teletubisie i rozpaczliwie poszukuje bratniej duszy, która potrafi tworzyć zdania wielokrotnie złożone i chętnie z tej umiejętności korzysta, a do tego ma podobne doświadczenia. Te kryteria czasami wykluczają innych domowników..."

I jeszcze:

"Nie wyobrażałaś sobie, że mogłabyś wyjść z domu w poplamionej bluzce, bez pierwszej kawy, makijażu, nie dopuszczałaś myśli o wstawaniu przed 8, 7 czy którąś tam rano, a w weekend nie do pomyślenia było, żeby ktoś zwlókł cię z łóżka przed 10. Po 9 miesiącach Wielkiego Oczekiwania wszystko staje się możliwe."

Czasem jak Laura ma krótką drzemkę jestem koszmarnie rozczarowana i zniechęcona, a jak ktoś (listonosz) zadzwoni i ją obudzi, mam ochotę zabić, bo mija mi mój jedyny czas wolny. Wychodzę z domu, bo spotykam innych ludzi, bo mogę pójść na zakupy i wybierać jakie owoce kupić. Czasem bycie matką jest totalnie do bani, a spotkania z ludźmi, którzy mówią zastępuje się czytając Face Booka.

Sat
wyczytałam, że jacyś Amerykanie sprzedali wielu rodzicom teorię, jakoby płacz dziecka był mu konieczny dla uczestniczenia w krzyżu Chrystusa. Że tak jak Bóg nie odpowiedział na wołania konającego Syna, tak i my dla dobra naszych dzieci powinniśmy ignorować ich płacz.

z forum

Posterous theme by Cory Watilo