Mój organizm jednak nie przepada za byciem w ciąży. Z niedzieli na poniedziałek złapały mnie bolesne skurcze, wahaliśmy się przez moment czy powinniśmy pojechać do szpitala, ale wizje
1) karetki która nie przyjedzie
2) jechania naszego, budzenia słodko śpiącej Laury, pakowanie się do auta
3) tłumaczenie w szpitalu
sprawiły, że uznałam, że poleżę, poczekam.
Rano posłałam sms do mojego lekarza, lekarz oddzwonił, kazał leżeć i łyknąć magnez i nospę i jak nie przejdzie przyjechać do szpitala na usg, ktg i inne cuda wianki pewnie. Przeszło.
Na tyle, że dziś radośnie podniosłam Smo, utuliłam i odstawiłam skręcając się z bólu podbrzusza. Akurat młoda szła na drzemkę, więc ja też poleżałam, a po drzemce poszłyśmy na mały spacer. Przeszło więc. Ale jak pomyślę, że jeszcze 3 miesiące przede mną to łapię stresa.
Że też są na świecie kobiety, które i dzieci i praca i ciąża. Czy ja jestem taka stara?