O byciu i bywaniu matką http://bayushi.posterous.com Most recent posts at O byciu i bywaniu matką posterous.com Wed, 09 May 2012 01:16:00 -0700 Smo gada http://bayushi.posterous.com/smo-gada http://bayushi.posterous.com/smo-gada

Wczoraj po obiedzie L. przynosi pustą miskę, stawia na stole.

Tomek: Co się mówi?

Laura: Yummy!

no dobrze, że jej smakowało, prawda? ;)

Permalink | Leave a comment  »

]]>
http://files.posterous.com/user_profile_pics/1448274/Photo_on_2011-08-31_at_13.51.jpg http://posterous.com/users/hd255XwyaJXM6 Dorota bayushi Dorota
Thu, 26 Apr 2012 12:59:00 -0700 Pieczemy http://bayushi.posterous.com/pieczemy http://bayushi.posterous.com/pieczemy

Już razem. Laura zanurza obie ręce w misce z mąką i podjada margarynę. Większość wypieków u nas nie zawiera jaj albo jest ich mało - bo kupujemy tylko eko i jednak żal wrzucić w ciasto 5 takich ;) Ale bez jajek można się świetnie obejść. Zrobiłyśmy ciastka, które nawet Tomek (nie będący fanem) zajadał ze smakiem.

Ciastka owsiano-słonecznikowe (albo kokosowe)

Przepis ze zwegowanych:

  • szklanka ziaren ze słonecznika,
  • kostka margaryny,
  • 2 łyżki cukru
  • torebka cukru waniliowego,
  • łyżeczka proszku do pieczenia,
  • szklanka płatków owsianych,
  • szczypta soli,
  • 1 i 1/3 szklanki mąki

Oczywiście modyfikowałam, dałam tylko szczyptę wanilii, mąki były mieszane - głównie razowa orkiszowa i jaglana, a zamiast słonecznika - szklanka płatków kokosowych.

Ciasto się zagniata, dodałam ciut wody, bo było za twarde. Odrywa kawałki wielkości orzecha włoskiego, spłaszcza w dłoniach i daje na blachę z papierem do pieczenia.

Piecze się w 180 stopniach przez 10-15 minut. Po wyjęciu są miękkie, ale szybko twardnieją. Oczywiście można olać cukier i dać jakiś słód.

I drugi wynalazek - jak coś upiec i pójść na spacer? Odkopać maszynę :) I upiec coś ala drożdżówka.

Drożdżówka z maszyny

Oryginalny przepis TU

  • 1/4 szklanki śmietanki (ewentualnie mleka)
    1/4 szklanki wody
    2 duże lub 3 malutkie jajka
    3 szklanki maki (ja daje luksusowa)
    1 łyżeczka soli
    1/3 szklanki roztopionego lub bardzo miękkiego masła
    1/4 szklanki cukru
    1 łyżeczka suchych drożdży lub 1-1 1/2 gr świeżych
    można dać rodzynki

Tutaj modyfikacji było więcej, bo dałam mleko zbożowe rozrzedzone wodą, zamiast masła był olej (nieco mniej niż 1/3 szklanki), jajko jedno, cukier pomieszany ze słodem. Mąki też mieszane - orkiszowa, jaglana i z amarantusa.

Piekłam na programie ciasto drożdżowe (trwa 2h37min). Raz były w środku same rodzynki, a dziś - rodzynki i...rabarbar!! REWELACJA. Niestety ciasta wegańskie drożdżowe są mniej puchate, ale co tam. Taką drożdżówkę można jeść solo lub z dżemem/miodem/masłem

 

Kuszą mnie jeszcze bardzo ciasteczka guziki, ale chyba nie lubię wałkowania ciasta i wycinania. Jednak jestem leniwcem, piekę to, co robi się szybko. Ale może komuś: http://pinkcake.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?560392

 

 

 

Permalink | Leave a comment  »

]]>
http://files.posterous.com/user_profile_pics/1448274/Photo_on_2011-08-31_at_13.51.jpg http://posterous.com/users/hd255XwyaJXM6 Dorota bayushi Dorota
Sat, 31 Mar 2012 13:11:00 -0700 Ser bez sera! http://bayushi.posterous.com/117639162 http://bayushi.posterous.com/117639162

Hurrraaaa, pizza!

No da się, ludzie, da się! Da się mieć ser bez sera. Z nerkowców. Jest świetny, pieknie się rozpuszcza, zapieka i bardzo pasuje do pizzy. Fajny też będzie w jakiś meksykańskich daniach czy zapiekance!

Ser robi się tak:

  • szklanka orzechów nerkowca
  • sól, pieprz
  • śmietana roślinna - miałam owsianą 200ml
  • sól, pieprz, 2 ząbki czosnku (jeden też byłby ok)
  • 2 łyżeczki skrobi kukurydzianej (ziemniaczan też by mogła być)
  • orzechy moczy się w wodzie godzinę minimum, taka ilość, żeby je tylko zalać
  • potem wszystko do pojemnikia wysokiego i blenduje się na konsystencję śmietany


Przepis STAD, tam też cały przepis na pizzę, ale jak wiadomo - pizza to danie, bierz co chcesz, więc nadzienie można dowolnie modyfikować. Nie pasowało mi też za bardzo ciasto francuskie. Lepsze byłoby klasyczne ciennkie pizzowe ciasto. Następnym razem :)

A taki efekt

Pict0155

Pict0154

Permalink | Leave a comment  »

]]>
http://files.posterous.com/user_profile_pics/1448274/Photo_on_2011-08-31_at_13.51.jpg http://posterous.com/users/hd255XwyaJXM6 Dorota bayushi Dorota
Thu, 29 Mar 2012 13:39:00 -0700 Buty http://bayushi.posterous.com/buty http://bayushi.posterous.com/buty

Smo ma prawdziwą obsesję na punkcie butów. Uwielbia przymierzanie butów, jak jesteśmy w Galerii jakiejś, to sklepy z zabawkami mogą nie istnieć, ale przed każdym obuwniczym się zatrzyma, zakomunikuje, że "buti, buti", czasem nawet do niego wejdzie (staramy się tego unikać, bo potem ciężką ją odłowić).

A ja mam obsesję zakupów internetowych (no większość rzeczy kupuję przez net, bo i wygodniej i taniej). Często wiec przychodzi do nas "pocia" (poczta). Zamówiłam też tak paputki dla Laurona. Przyszły.

L (na dzwięk dzwonka) Co to?

Ja Pewnie poczta

L Pocia?

J Pewnie twoje butki

Otwieramy, faktycznie poczta i butki. Od tamtego dnia ilekroć laura słyszy "poczta" lub widzi panią listonosz dopytuje z nadzieję:

Buti??

No cóż...

Permalink | Leave a comment  »

]]>
http://files.posterous.com/user_profile_pics/1448274/Photo_on_2011-08-31_at_13.51.jpg http://posterous.com/users/hd255XwyaJXM6 Dorota bayushi Dorota
Thu, 29 Mar 2012 03:34:00 -0700 AMA, AMA i tup, tup http://bayushi.posterous.com/ama-ama-i-tup-tup http://bayushi.posterous.com/ama-ama-i-tup-tup

Czyli Laura wkroczyła w etap samodzielności. Uparcie zakłada sama swetry - wkładając najpierw dolną część, spódnice, spodnie - obie nogi w jedną nogawkę. I jest wielka obraza majestatu na próby pomocy. Dziś ogólnie był dzien rzucania ubrań, tupania i na nie. Ale w końcu poszło. Pół godziny ubierania (we dwie osoby). I jak np. potem wytłumaczyć niedzieciatym, czemu się spóźniłam?

A ogólnie ta jej samodzielność napawa mnie dumą! Sama je (coraz mniej przy tym chlewiku jest), sama przyniesie sobie podeścik, weźmie picie. Szokujący ten skok rozwojowy, zwłasza jak patrzę na Bruna i wiem, że nie tak dawno ona była taka malutka i spała w chuście...

I coraz więcej wyrazów wymawia poprawnie. W sumie szkoda, słodkie takie pół-wyrazy były..

Permalink | Leave a comment  »

]]>
http://files.posterous.com/user_profile_pics/1448274/Photo_on_2011-08-31_at_13.51.jpg http://posterous.com/users/hd255XwyaJXM6 Dorota bayushi Dorota
Tue, 27 Mar 2012 13:37:00 -0700 Ciacha dla alergika http://bayushi.posterous.com/ciacha-dla-alergika http://bayushi.posterous.com/ciacha-dla-alergika

Znów kulinarnie będzie.

Miałam ochotę na COŚ. Niesprecyzowane coś, tzn kołatała mi w głowie zakazana zapiekanka. Dodatkowo zbliżał się czas kąpieli dzieciatych, a myśl o CZYMŚ nie opuszczała mojej głowy. W końcu mając do dyspozycji pół godziny wykombinowałam ciasteczka, bo na muffinki coś nie miałam ochoty.

  • 2 szkalnki mąki (w tym pół ze zmielonej kaszy jaglanej)
  • spora garść płatków owsianych
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • szklanka mleka zbożowego lub wody, lub pół na pół (u mnie)
  • pół szklanki oliwy
  • pół szklanki rodzynek (u mnie eko rossman) zalanych wrzątkiem odrobinę ponad linię owoców (dodajemy do ciasta wraz z wodą)
  • olejek migdałowy (niekoniecznie, albo dowolny inny)
  • garść słonecznika, lnu, sezamu
  • dowolny słodzik, albo i nie - ja dorzuciłam troskze cukru i melasy

Działamy jak z muffinkami, mieszamy suche, osobno mokre, mokre dajemy do suchych, mieszamy łyżką. Ciasto ma być dość gęste, takie żeby się dało kłaść łychą.

No i kleksy ciasta dajemy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Na 170 stopni do piekarnika. Były 15 minut, potem wyłączyłam piekarnik i poszliśmy kąpać dzieciarnię. Ciastka dochodziły w nim jakieś 20 minut.

Ten przepis to w sumie baza do wykorzystania, bo można w ciacha sypnąć kakao, albo dodać posiekaną czekoladę, albo bakalie, albo więcej owoców, można zrobić z cynamonem, imbirem albo czekoladowo z chili. Na pewno można też zrobić z rozgniecionym bananem lub zblendowanym jabłkiem - pewnie wtedy można dać mniej mleka.

Zdjęcie może jutro, dziś w tym oświetleniu nie mam szans nic aparatem zdziałać.

 

 

Permalink | Leave a comment  »

]]>
http://files.posterous.com/user_profile_pics/1448274/Photo_on_2011-08-31_at_13.51.jpg http://posterous.com/users/hd255XwyaJXM6 Dorota bayushi Dorota
Fri, 23 Mar 2012 10:58:00 -0700 Zajadamy http://bayushi.posterous.com/zajadamy http://bayushi.posterous.com/zajadamy

Rewelacyjne kuleczki z owsianych płatków. Przepis TU, kopiuje: 

 

  • 10 łyżek mleka roślinnego (owsiane, sojowe, ryżowe czy kokosowe)
  • pół szkl. rodzynek
  • 125g czyli pół roślinnego masła ( ja miałam masło z oliwą z oliwek)
  • 3-4 kopiasne łyżki słodu ( cukru, syropu agawy, miodu itp)
  • 2 łyżeczki tahiny
  • 3 łyżki kakao
  • 3 szkl. płatków owsianych

 

do garnka wlać mleko i zacząć podgrzewać
dalej wrzucać rodzynki, masło, słodzik, tahinę, kakao
 i mieszać aby uzyskać jednolitą masę
nie gotować, ale doprowadzić do wrzenia
i wtedy wsypać płatki owsiane i dokładnie wymieszać
odstawić z ognia, przykryć pokrywką
i poczekać10-15 min przed ulepieniem kulek 
Ja modyfikowałam - nie mam tahiny, więc dałam mielony sezam z siemieniem. Mieszałam też słodziki - był słód kukurydziany i melasa trzcinowa black strap.

Pomyślałam też że część płatkow można zastąpić wiórkami kokosowymi albo dać popping z amarantusa, w zależności jakich składników chcemy sobie dostarczć. 
NAsze dziecko stwierdziło, że takie sobie...no dobra, więcej dla nas :P

 

Permalink | Leave a comment  »

]]>
http://files.posterous.com/user_profile_pics/1448274/Photo_on_2011-08-31_at_13.51.jpg http://posterous.com/users/hd255XwyaJXM6 Dorota bayushi Dorota
Fri, 02 Mar 2012 07:24:00 -0800 Mniam mniam http://bayushi.posterous.com/mniam-mniam http://bayushi.posterous.com/mniam-mniam

Kulinarne odkrycia i kulinarne zaległości :)

Cebularz (oczywiście Laura olała), a przepis był hybrydą przepisu Kuronia i takiego bloga. Ciasto wyszło troszkę zbyt twarde po upieczeniu, więc jeszcze wszystko przed nami. Mleko było zastąpione wodą. Jajko można spokojnie pominąć.

Rogaliki (dla odmiany Laura wcina). Po prostu cudo. Tu nic nie kombinowałam, bo przepis wegański. Niestety nadziałam je caroblellą - czyli kremem z karobu, bez mleka za to ze soją w składzie - Młodemu nie służy, Laura pogorszenie skóry. :( Następnym razem bez niczego lub z dżemem, albo powidłami. Przepis z niezastąpionej PUSZKI

Churros, czyli spóźniony tłusty czwartek, który u nas odbył się w sobotę. Laura się zajadała, nie było jej nic. Młody z bolącym brzuszkiem. Albo nie tak było smażenie albo cynamon. Mleka ani innych podejrzanych substancji niet. Też absolutnie genialny blog, jeśli chodzi o słodkości - Moje wypieki

Dziś obiad sponsoruje Biedronka -  rolada ze szpinakiem (będzie bez brokuła, bo nie mam i nie chce mi się iść szukać) - ich ciasto francuskie jest bez masła (nie podejrzewałabym, że uznam to kiedykolwiek za zaletę). Też PUSZKA

Permalink | Leave a comment  »

]]>
http://files.posterous.com/user_profile_pics/1448274/Photo_on_2011-08-31_at_13.51.jpg http://posterous.com/users/hd255XwyaJXM6 Dorota bayushi Dorota
Fri, 24 Feb 2012 07:26:00 -0800 Schizofrenia http://bayushi.posterous.com/schizofrenia http://bayushi.posterous.com/schizofrenia

Czasem mam wrażenie, że w mojej głowie mieszkają co najmniej dwie różne kobiety. A może nawet trzy?

Jedna to kurka mamuśka, która chciałaby zajmować się dziećmi, która na myśl o ich zostawieniu blednie, mdleje i ogólnie wpada w ciężką histerię. Która gotuje, pierze, obiadki szykuje, bawi się - pozwala maziać plakatówkami i ogólnie chciałaby mieć z kilka par rąk więcej żeby jedno i drugie wyprzytulać, wybawić, a w międzyczasie zdrowe eko-jedzonko ugotować. I zupkę. I przetwory robić. I na bazar biegać.

Druga to ambitna karierowiczka pogrążona obecnie w ciężkiej depresji, że przez dzieci nie rozwija się naukowo. Nie rozwija? Dobre sobie. Uwstecznia się!! Zapomina język japoński, zapomniała dawno chiński (no ok, rozpoznaje jeszcze kilka znaków), nie ma pojęcia jakie się ogląda teraz anime, jakie mangi czyta. Boleje nad niemożnością pójścia na różne imprezy do Manggha. I uświadomiła sobie dziś, że chyba z pół roku żadnego TEDa nie obejrzała. I czyta książki zrywami, masa stron jednego dnia, potem dłuuuuga przerwa. Tak bardzo długa, że nie pamięta, co się działo w III tomie sagi Martina (ani tytuły tego III tomu nie pamięta). I tesknie patrzy na biografię Jobsa, która za wielka jest żeby wygodnie czytać przy karmieniu. A jeszcze tęskniej na książkę o Apple dostaną w prezencie, a zakolejkowaną na "po skończeniu Jobsa" - ale może lepiej zmienić kolejkę, bo mniejsza jest i może przy karmieniu da się czytać. Ambitna karierowiczka co jakiś czas myśli też o zmianie pracy na lepszą, napisaniu książki, rozpoczeciu działalności związanej ze szkoleniami. Ale permanentnie brak jej czasu, co w sumie jest wygodne, bo brak jej też odwagi na drastyczne kroki.

Trzecia - produkt kolorowych gazetek, która chciałaby połączyć w jedno dwie powyższe... Tak, ta chyba jest najbliższa mnie. W efekcie padam dzisiaj na pyszczek po poświęcaniu dzieciakom 100% uwagi, z jednoczesnym sprzątaniem, praniem i wspólnym śniadaniem i drugim śniadaniem. Na obiad już zabrakło sił. Chociaż chyba będzie trzeba jednak coś przygotować zaraz. I w tym momencie odzywa się Druga, z hasłem: "a może by tak pooglądać coś?" Trzecia powinna teraz robić zdjęcia ubranek i książeczek, które chce wystawić na sprzedaż/wymianę, ale jakoś nie ma siły. W ogóle Trzecia może powinna zająć się obiadem, a nie pisać bloga? Tylko, że też jakoś nie ma siły.

Czwarta  to taki niespełniony ideał wszystkich powyższych, która chciałaby w końcu wybrać się do fryzjera, kosmetyczki, wymalować się, pójść na jakieś mega zakupy ciuszkowe a potem siąść i napić się kawy. Tylko, że doskonale wie, że tego nie zrobi, bo jakoś ogólnie nie lubi chodzić po sklepach...

Piąta - radosna konfiguracja powyższych. Osiągnięcie na ten moment - blog, wypita kawa zbożowa, umyta twarz metodą OCM, dzieci śpią.

A, i jeszcze po rozmowie dziś z A. uznałyśmy, że nie lubimy czytać statutów znajomych, którzy piszą na czym byli w kinie, jaki film widzieli, w co grali. Bo im kurka zazdrościmy. Po namyśle stwierdziłam, że mam też problem ze statutami dzieciatych znajomych, bo mam wrażenie, że ich życie to sielanka, śliczne zdjęcia, czas, spokój...

To kto mi doczepi parę kończyn, dorzuci ze dwa wiadra energii i wydłuży moją dobę, przy jednoczesnym skróceniu doby dzieci? Albo może kto mnie sklonuje? Ewentualnie powie jak po prostu zachować w tym wszystkim równowagę?

Permalink | Leave a comment  »

]]>
http://files.posterous.com/user_profile_pics/1448274/Photo_on_2011-08-31_at_13.51.jpg http://posterous.com/users/hd255XwyaJXM6 Dorota bayushi Dorota
Tue, 21 Feb 2012 07:11:00 -0800 Grubasek http://bayushi.posterous.com/grubasek http://bayushi.posterous.com/grubasek

Ma już 4600 na liczniku. I postanowił nie mieć gorzej i nie dawał się odkładać, w związku z czym zamieszkał właściwie w chuście. Powoli trzyma głowę, zwraca uwage na kolory, lubi karuzelkę grającą, uśmiecha się, guga. Rośnie pod każdym względem - fizycznie, psychicznie, społecznie. Niedługo trzeba będzie zakupić znów ubranek, albo przejrzeć wór co stoi w szafie w przedpokoju, bo nie mam miejsca na ubranka. Chyba jednak musimy jakoś urządzić pokój. Czeka nas wyprawa po szafy/półki. I nadal Bruniak prawie nie ma zdjęć, bo jakoś nie ma kiedy.

Za to Laura została obfocona jak piecze ze mną muffinki. W internecie już wkrótce ;)

A wczoraj była na plecach w Ince, a Młody u Tomka na brzuchu w Nautilusie. A, młoda wyrosła też z mei taia, muszę zamówić nowe, większe.

Permalink | Leave a comment  »

]]>
http://files.posterous.com/user_profile_pics/1448274/Photo_on_2011-08-31_at_13.51.jpg http://posterous.com/users/hd255XwyaJXM6 Dorota bayushi Dorota
Fri, 17 Feb 2012 07:14:00 -0800 Chorobowo http://bayushi.posterous.com/chorobowo http://bayushi.posterous.com/chorobowo

Znów chora (zatoki mi zmasakrowało), a dzieciarnia sobie szaleje. Młody sypia wyłącznie w chuście. Właściwie wyjmuję go na karmienie i przewijanie. W nocy śpi, ale niech no tylko wstanę, to koncertuje. No cóż. Najwyraźniej przeczytał wcześniejszą notkę i postanowił nie mieć gorzej :P

Laura codziennie dorzuca jakieś słowo do swojego słownika. W ogóle coraz lepiej idzie nam komunikacja. Jest tylko nieziemsko miągwiąca po drzemce popołudniowej. Nic tylko do szafy zamknąć. Ale zamiast tego wrzucam na plecy. Ludzie, plecak prosty jest prosty i jest cudowny!!

Ja z przerażeniem stwierdzam, że zajmowanie się dziećmi, gotowanie, pranie, etc pochłania mi niemal pełen etat pracy. Żebym jeszcze robiła coś kreatywnego, ważnego, doniosłego. No choć może dobre obiady, zadowolone, czyste dzieci są osiągnięciem.

A w ramach rozpusty - dostałam boską torebkę od męża, wypatrzoną (też przez niego) już przed świętami. Sprawiłam sobie kubek termiczny Sigg w kolorze limonkowym i wreszcie piję gorącą herbatkę, nawet jak w międzyczasie muszę zająć się dzieciarnią. A żeby nie było tak konsumpcyjnie - czytam sobie LeGuin "MIsto Złudzeń". Starsza śpi, młodszy śpi. Starsza cudnie w łóżku, młodszy na mnie w chuście. Jest ok, choć chyba mój kręgosłup zaczyna odczuwać lekki dyskomfort.

Permalink | Leave a comment  »

]]>
http://files.posterous.com/user_profile_pics/1448274/Photo_on_2011-08-31_at_13.51.jpg http://posterous.com/users/hd255XwyaJXM6 Dorota bayushi Dorota
Thu, 09 Feb 2012 07:47:00 -0800 Drugie ma gorzej? http://bayushi.posterous.com/drugie-ma-gorzej http://bayushi.posterous.com/drugie-ma-gorzej

Ma smoczek.

Mama nie biegnie na pierwszy pisk

Mama nie bierze na ręce na drugi pisk

Mama usypia w wózku ze smoczkiem (dziecko usypia, nie sama. Sama usypia nad rączką wózka)

Dostaje Bobotic na kolki

Mama ma jakby mniejszą ochotę rezygnować z nabiału

Rozważa odkładanie do wózka w nocy, ale nie udaje się jej bo zasypia karmiąc (a potem się budzi zdziwiona że dziecko znów chce jeść, a minęły jednak 2 godziny)

Ale...nosi w chuście więcej niż pierwsze (bo wtedy jeszcze się nieco bała)

Dzieć ma bardziej wypasioną chustę, bo mama zaczęła dostrzegać róznicę, że cena często jednek idzie w parze z jakością (ok, nadal nie kupuje chust kolekcjonerskich)

Dzieć testuje chusty - elastyka, czeka na tkaną, a ostatnio nawet kółka. Choć kółka jak na razie testowała Laura, bo malucha się bałam wrzucać.

Na razie się głównie dokształcam:

http://www.szkolachustonoszenia.pl/index.php/chusta-na-kokach.html

http://www.jendrulino.pl/pl,info,Instrukcja-noszenia-w-chuscie-kolkowej

Acha, no i pierwsze dostało większy zestaw pieluch na dzien dobry, bo już matka oblatana w temacie. Młodsza na początku głównie tetrowa, a młodszy ma nawet formowanki miniaturowe.

No więc w sumie ma gorzej?

Dodatkowo matka ma wyrzuty sumienia względem starszej, że nie zawsze ma czas dla niej. I czuje się winna troszkę. Jakoś trudno podzielić miłość na dwójkę. Bo kocha się je tak samo mocno, tylko z każdym ma się inne porozumienie. I boli tylko, że się rozdwoić nie da jak akurat oba chcą bardzo czegoś w tym samym czasie.

Chociaż ostatnio niczym matka polka - starsza płacze po drzemce, młode płacze bo jeść - starsza została wrzucona w chuście na plecy, co już ją uspokoiło, młodsze zostało nakarmione na rękach, mama jedną nogę miała na krześle, żeby wygodniej dziecko młodsze podtrzymać. Nie było komu zrobić fotki, więc trzeba się wykazać wyobraźnią. Ale podejrzewam, że wyglądałam dość zabawnie.

Choć jak wiadomo wszyscy i tak rozczulają się nad "noszącym" facetem, a nie kobietą:

http://demotywatory.pl/3124286/Planujesz-trzecie-dziecko

Permalink | Leave a comment  »

]]>
http://files.posterous.com/user_profile_pics/1448274/Photo_on_2011-08-31_at_13.51.jpg http://posterous.com/users/hd255XwyaJXM6 Dorota bayushi Dorota
Mon, 06 Feb 2012 08:00:00 -0800 Polecę, a co! http://bayushi.posterous.com/polece-a-co http://bayushi.posterous.com/polece-a-co

Niedawno ze znajomymi dyskutowaliśmy czy udostępnianie rzeczy w sieci za darmo ma sens. A wyszło od piracenia, że biedni autorzy nie zarabiają, bo ich piracą. Ja mam zdanie, że piracenie do zarabiania nie ma się jakoś szczególnie, bo część co piraci i tak by nigdy nie kupiła, więc nigdy nie była potencjalnym klientem, a czasem piracenie nawet pomaga, bo pozwala usłyszeć o nikomu nie znanym artyście i wtedy można go kupić. No ale to ja, jestem optymistką, wierzę w co mówi Cory Doctorow, fascynuje mnie Scott Sigler i cały nurt rozdawania za darmo. Znajomy wytknął mi, że to amerykański rynek i ze w Polsce nie zadziała. No fakt, u nas często jest podejście "jak za darmo, to za darmo", ale ja jednak doceniam pracę innych. I mogę polecić...i to nawet w temacie bloga ;)

Jak nauczyć dziecko korzystania z nocnika (choć może jak zrozumieć kiedy posadzić dziecko na nocnik ;) ), dostępny jest podręcznik za darmo z głównymi ideami, pomysłami. I można kupić książkę. Zaraz będę ją zamawiać, bo naprawdę doceniam, że ktoś napisał, udostępnił. Za darmo.

Klikać można tu: http://www.bezpieluch.pl

Permalink | Leave a comment  »

]]>
http://files.posterous.com/user_profile_pics/1448274/Photo_on_2011-08-31_at_13.51.jpg http://posterous.com/users/hd255XwyaJXM6 Dorota bayushi Dorota
Mon, 06 Feb 2012 07:53:00 -0800 Wielorazowo znów http://bayushi.posterous.com/wielorazowo-znow http://bayushi.posterous.com/wielorazowo-znow

Młody ma skórę jeszcze bardziej delikatną niż Laura i chwila w jednorazowej pieluszce i już odparzony. Więc siedzi w tetrze. No i od dziś też będzie siedział w poszytych przez chusto-znajome formowankach. I wiecie co, ja jednak lubię wielo. Mimo tego spierania, etc. Jakoś tak zdrowiej mi się wydaje. I przestaje mi się słabo robić na ilość śmieci. I tylko wkurza mnie polityka naszego państwa, która zostawiła na pieluchy jedno vat 8% a na wielo podniosła do 23%, bo przecież skoro materiał to ubranie jest. Kiszka :( Polityka prorodzinna psia mać.

Dokonałam też mega odkrycia - otulacz polarowy. Otulacz, dla niewtajemniczonych, to takie coś, co się zakłada na pieluszkę z materiału, żeby nie pomoczyć ubrań i wszystkiego wokół. Do tej pory stosowałam PUL, taka membrana co to przepuszcza powietrze, ale nie wilgoć. Wiedziałam o otulaczach wełnianych, ale z nimi jakaś zabawa - lanolinowac trzeba, uważać z praniem, a poza tym Laurę wełna uczulała, więc nie miałam ochoty testować. W sumie polar ją też uczulał. Młodego chyba nie uczula, a polarek jest świetny. I naprawdę izoluje. No może nie tak rewelacyjnie jak PUL, ale zważywszy że niemowlaka przewija się właściwie w kółko, to spokojnie daje radę.

No i zaleta wielo, można je odsprzedać...oczywiście jak się onie odpowiednio dba. :)

 

Permalink | Leave a comment  »

]]>
http://files.posterous.com/user_profile_pics/1448274/Photo_on_2011-08-31_at_13.51.jpg http://posterous.com/users/hd255XwyaJXM6 Dorota bayushi Dorota
Sat, 04 Feb 2012 14:17:00 -0800 Duża dziewczynka, mały chłopiec http://bayushi.posterous.com/duza-dziewczynka-maly-chlopiec http://bayushi.posterous.com/duza-dziewczynka-maly-chlopiec

I dwójka rodziców. Jeszcze nie zwariowaliśmy, wszyscy żyją i mają się nieźle (poza atakiem grypy żołądkowej, tudzież innego wirusa). Nie mogę się za to zebrać, żeby napisać coś więcej.

Młody je, śpi, ma dni świetne i dni kiepskie. Jest wrażliwcem, ma delikatną skórę i chyba też niestety skazę :( Potrafi przeleżeć masę czasu sam na łóżku czy w wózku albo ma dzień jak dziś, że siedzi cały czas w chuście (z przerwami na jedzenie).

Laura jest tak już duża i tak szalenie dużo rozumie, że aż jestem przerażona. Jak mały płacze pokazuje na butelki, mówi "am" albo idzie po smoczek. No bo wiadomo, że trzeba nakarmić, zasmoczkować. Mniej podoba się jej, że Bruna nosimy ;) Choć już powoli zauważa, że jak młody w chuście to nie beczy, a by się możemy z nią bawić. Nauczyła się wczoraj mówić "shinsengumi". Wzięła moją ksiazkę i pyta "co to", to odpowiedziałam "książka o shinsengumi", więc powtórzyła "gumi gumi". Ha!

Ale opiszę kiedyś poniedziałek - dzień kiedy zostałam z nimi sama, T wrócił do pracy. Tytułem podsumowania stwierdziłam, że obrona doktoratu to pikuś w porównaniu z ogarnięciem chaosu dwójki małych dzieci, które jednocześnie coś chcą. I dziwię się, że tak mało ludzi ma tytuł dr, a całkiem sporo dwójkę dzieci. T. mówi, że to kwestia tego, że do dr trzeba te 4 lata przygotowań, a o dziecko jednak się stara krócej i nie zawsze planowo. No może ;)

 

Permalink | Leave a comment  »

]]>
http://files.posterous.com/user_profile_pics/1448274/Photo_on_2011-08-31_at_13.51.jpg http://posterous.com/users/hd255XwyaJXM6 Dorota bayushi Dorota
Wed, 25 Jan 2012 12:55:00 -0800 Darzy się http://bayushi.posterous.com/darzy-sie http://bayushi.posterous.com/darzy-sie

Zostałam ciocią Zosi ;) Gratulacje dla rodziców!

A u nas nadal trwa oswajanie rzeczywistości. pomalutku wychodzimy na prostą. :)

Permalink | Leave a comment  »

]]>
http://files.posterous.com/user_profile_pics/1448274/Photo_on_2011-08-31_at_13.51.jpg http://posterous.com/users/hd255XwyaJXM6 Dorota bayushi Dorota
Wed, 18 Jan 2012 06:10:00 -0800 Poród http://bayushi.posterous.com/porod http://bayushi.posterous.com/porod

Jak ktoś nie chce, niech nie czyta, ale dosadnych szczegółów unikałam.

Bruniak miał się urodzić 4 stycznia, ale ja w okolicy Świąt miałam mocne stawianie brzucha, przepowiadające skurcze, młody się obniżył i...i NIC. Mój gin stwierdził, że Święta pewnie nie, ale nowy rok to pewnie porodówka. Tymczasem zaczął się syczeń, nadszedł 4, minął i cisza. Dosłownie. Ani grama skurczu, ani grama przczucia, tylko takie ciążenie.

Stres mnie zżerał już, więc bardzo intensywnie praktykowałem wszelkie naturalne metody wywoływania porodu.

11 w środę o 15 miałam wizytę u gina, usg, umwaianie na ktg, wstępne decydowanie czy poganiać młodzież, czekać, ciąć...
Diagnoza - no idzie, ale powili (skurczy nadal brak), wizyta na poniedziałek (16.I.) no i pewnie tniemy...
Ja jeszcze postanowiłam dopytać czy sens jest pospieszać olejem rycynowym Lekarz tłumaczy mi działanie oleju, że podrażnia otrzewną, że można, że nie zaszkodzi nic. No to po drodze kupilim, zażylim.

Wieczór - marudzę w wątku rówieśniczym na moim ulubionym forum, że nic, gadam ze znajomą na gchacie, przeczyściło mnie, ale nic poza tym.

Przed 23 gaszę wkurzona światło. I przysypiam...
Nagle budzi mnie jakieś burczenie w brzuchu, taki blurp i skurcz i coś cieknie po nogach. Ha, odeszły wody! Ucieszyłam się jak nie wiem, mąż ubiera się, leci po auto, ustalamy, że skoro Laura śpi, to na razie babci nie budzimy, ubierzemy się spokojnie, babcie przejdzie do naszej sypialni, my pojedziemy...

Mąż poleciał, a ja czuję że te skurcze są co 2 minuty i że one tak jakby parte. No to na tym łóżku, cyk na kolana, wołam babcie, Laura się obudziła, tuli do mnie. Wpada moja mama, ja tulę Laurę i wokalizuję sobie skurcz.

Mama zgarnia Laure, niestety młoda zaczyna histeryzować, wpada Tomek, ja piszczę - nie dojedziemy nigdzie. Wzywają pogotowie. Ja już prawie czuję jak Młody wychodzi. Pogotowie dociera po 15 minutach. I...

Pani internista jak zobaczyła zaawansowanie:
-Matko święta niech Pani nie rodzi ja nie umiem odbierać porodów
- Dzwońcie po karetkę z położną, migiem
- Czemu państwo tyle czekali (hehehhh, 10 minut od skurczu dzwoniliśmy )

Jeden sanitariusz starszy:
- Boże, jeszcze nigdy się to nie zdarzyło, a tyle lat na karetce

Sanitariusz młodszy, lat 25 ze spokojem szykuje trąbki, nożyczki, zaciski, etc, wbija mi na wszelki wypadek wenflon.

Ja mam skurcze, wdycham tlen i mam normalnie głupawę.
Na internistę mój mąż:
- Dorota, wyobraź sobie, że mój tata przyjeżdża do porodu.... (internista, jeździł na karetce).

Chce mi się śmiać, ogólnie czuję, że zaraz urodzę, spokój stoicki, że dam radę, że będzie ok, ale marwię się jak z dzieckiem. Nagle hasło że dociera położna, a ja spokojny oddech, przeturluję się na brzeg łóżka, wpada położna, wywala wszystkich, mówi, no to oddech i na skurczu przemy. I raz krótko. I potem znów i wychodzi Bruno.

Ta dam!

Pobudka 23:15, godzina 00:20 Bruno na świecie. Przytulony przeze mnie, tatę, pokazany babci.

Po domu kręcą sie dwa koty w międzyczasie zamknięte przez męża.

Straty - do wymiany materac z łóżka

Ogólnie, zaskoczył mnie mój absolutny spokój i nastrój. Całkowicie pozytywnie, spokojnie. Wiedziałam, że dam radę urodzić. I mąż był zdecydowany pomóc i ten młody sanitariusz też. Jestem mu strasznie wdzięczna za no też spokój.

Z haseł internistki teraz się śmiejemy, ale nie wiem czy profesjonalnie było wprowadzić panikę i hasła: "dom to nie miejsce na poród", "niech pani nie prze", etc...

Potem już było mniej różowo, bo łożysko rodzone w szpitalu, zabrały nas dwie osobne karetki. No i zabierają do szpitala w którym absolutnie nie chciałam rodzić. Starej daty, etc.
Młody więc w sumie nie był ze mną
Tempo troszkę się na mnie odbiło, popękałam nieco tam i siam, ale już w miarę ok jest.

No i zdjęcie z czwartku, jak już razem na sali byliśmy:
http://babybaranska.tumblr.com/post/...-stycznia-2012

No, rozważałam poród domowy, mąż się zgodzić nie chciał. Choć w tej sytuacji wybrana położna i tak by nie zdążyła
Mój lekarz ma chyba głupią minę, a w szpitalu byliśmy bohaterami obchodów Każdy lekarz dopytywał jak to.

-----

Wersja Tomka:

Środa wieczór. Dorota już się położyła, ja siedziałem jeszcze przed
komputerem. Nagle, około 23:15 zawołała mnie do sypialni: odeszły
wody. Niewiele myśląc wskoczyłem w spodnie, zarzuciłem kurtkę na
wierzch i poleciałem do garażu po samochód.

Nie zdążyłem go przyprowadzić, kiedy dopadł mnie telefon od
spanikowanej teściowej -- za późno, mam dzwonić po pogotowie. Jako, że
byłem już pod domem, wpadłem, zobaczyłem co się dzieje i zadzwoniłem.
Dyspozytor przyjął zgłoszenie, poinformował, że wysyła karetkę. Do
czasu przyjazdu wyciągnąłem z szafki spakowane uprzednio torby,
uspokajałem Laurę, trzymałem Dorotę za rękę, chodziłem od okna do okna
wyglądając karetki...

Wreszcie przyjechała. Ekipa wysiadła i spokojnym krokiem skierowali
się do wejścia. Widać po nich było, że spodziewali się, że baba
spanikowała i trzeba będzie tylko odwieźć ją do szpitala. Jakże się
zdziwili, kiedy weszli i zobaczyli, co się dzieje! Lekarka z wyrazem
bezradności wymalowanym na twarzy powiedziała uroczo: "Proszę panią...
Ja jestem internistą, ja nie mam doświadczenia w odbieraniu porodów.
Proszę wytrzymać, dzwonimy po położną". Zadzwoniła. W oczekiwaniu
robili wszystko, żeby Dorota nie urodziła za szybko -- ułożyli ją na
boku, podali tlen, kazali oddychać, zakazali przeć...

Z lekarką było dwóch ratowników. Jeden, szpakowaty pan po
czterdziestce, miał pełno w gaciach. Widać było, że sytuacja trochę go
przerasta. Drugi, młody dziarski chłopak ok. 23-25 lat był gotowy na
wszystko. W ułamku sekundy podawał i przygotowywał wszystkie potrzebne
narzędzia, założył wenflon (zakrwawiając pół podłogi), itd.

Myślę, że jego gotowość do wszystkiego wynikała z tego, że mało w
życiu widział. :-)

W końcu, jakieś 10 minut po telefonie lekarki, na sygnale przyjechała
N-ka z położną. Ta wpadła do naszej sypialni, ogarnęła wzrokiem
sytuację i zaczęła wydawać polecenia: panią ułożyć tak a tak, tu
ręczniki, gruszka, nożyczki... Zaczęła instruować Dorotę co ma robić, a
lekarka przy jej (Doroty) głowie -- coś zupełnie innego. Na to położna
rzuciła krótko do rodzącej: "Proszę panią, od teraz słucha pani tylko
mnie!" Lekarka zrozumiała aluzję i wyniosła się z pokoju. :-)

Wreszcie padło oczekiwane: "Proszę przeć". Dwa skurcze i Bruno był na
świecie. Gruszka, oczyszczanie dróg oddechowych, pierwszy krzyk,
wytarcie pieluszkami i hop -- do mamy na chwilę. Potem becik i... tata
mógł na moment porwać syna na ręce, pokazać babci, starszej siostrze
i... wiszącemu na Skype dziadkowi ("Ja też chcę zobaczyć, ja też, dajcie
go do kamery!" :-) ).

W międzyczasie położna oceniła stan Doroty ("Łożysko jeszcze nie
idzie. Pakujemy do karetki!"). Ekipy obu karetek zaczęły się zbierać,
a ja z torbami za nimi. Jeden z ratowników powiedział mi tylko:
"Proszę jechać ostrożnie, mamy tu już dwie karetki, nie potrzeba nam
trzeciej do pana". Włączyli sygnał i pojechali. Ja ostrożnie za nimi,
stając na KAŻDYCH czerwonych po drodze (ot, moje szczęście),
zajechałem do szpitala i... odbiłem się od starego systemu: "Na
porodówkę pan nie wejdzie, proszę tu siąść i poczekać".

Po godzinie położna przyszła wziąć ode mnie papiery (okazało się, że
jednej ważnej rzeczy zapomniałem i musiałem obrócić jeszcze raz w
środku nocy) i odpowiedzieć na moje ciekawskie pytania.

Wróciłem do domu i po zdaniu sprawy babci Młodego, wykąpaniu się,
zjedzeniu małej przekąski, mogłem w końcu położyć się spać -- w drugim
pokoju. Dla mnie poród zakończył się o 4:00 nad ranem.

A materaca nie szkoda. Stary był i trochę już skrzypiał. :-)

Permalink | Leave a comment  »

]]>
http://files.posterous.com/user_profile_pics/1448274/Photo_on_2011-08-31_at_13.51.jpg http://posterous.com/users/hd255XwyaJXM6 Dorota bayushi Dorota
Tue, 03 Jan 2012 05:45:00 -0800 Jejku http://bayushi.posterous.com/jejku http://bayushi.posterous.com/jejku

Lauron mnie wczoraj rozczuliła niezwykle. Nie wiem na ile świadomie, ale hasło "braciszek w brzuchu" wywołuje w niej falę czułości, głaska mój brzuch, tuli się (czasem niezbyt delikatnie ;) ), a wczoraj wzięła kubek z wodą, podeszła, podniosła bluzkę i usiłowała mój brzuch napoić (pakując mi dziób niekapka w pepek). W sumie i auuuć i jejuniu. No rozczuliałam się po prostu.

Permalink | Leave a comment  »

]]>
http://files.posterous.com/user_profile_pics/1448274/Photo_on_2011-08-31_at_13.51.jpg http://posterous.com/users/hd255XwyaJXM6 Dorota bayushi Dorota
Mon, 02 Jan 2012 06:21:00 -0800 Nic http://bayushi.posterous.com/nic http://bayushi.posterous.com/nic

Nadal nic, tak wiem. 4 stycznia i może nawet dwa tygodnie po i też będzie to norma. Ale mówiłam już, że mam dość?

Permalink | Leave a comment  »

]]>
http://files.posterous.com/user_profile_pics/1448274/Photo_on_2011-08-31_at_13.51.jpg http://posterous.com/users/hd255XwyaJXM6 Dorota bayushi Dorota
Thu, 29 Dec 2011 13:39:00 -0800 Czekanie http://bayushi.posterous.com/czekanie-84380 http://bayushi.posterous.com/czekanie-84380

Nie było mnie, nie urodziłam. Czekam. Czekanie na poród to najbardziej masakryczna rzecz w całej ciąży. Ostatnie badania zrobione, przedatuja sie w poniedziałek, więc musze pojechać jutro powtórzyć. Jestem zmierzła, wszyscy i wszystko mnie drażni. Beczę bez powodu. A jak się więcej ruszam (ruch przyspiesza poród) to spojenie mi świruje i kończę z bólem w łóżku. Oszaleć można.

Ci, ktorzy piszą o "radosnym oczekiwaniu", "magii ciąży" etc są albo facetami, albo nigdy nie byli w ciąży. Do diaska z magią. Znów mam proste marzenie - niech już jest po (i niech poród jest tak szybki lub szybszy niż z Lauronkiem) i niech już jestem w domu. Siedenie te minimum dwa dni w szpitalu mnie chyba przerasta. Ale może w sumie fajnie będzie? Wezmę Kindla i książki poczytam? :P

Na razie męczy zgaga. Już powinna przejść, bo brzuch niby niżej. A nie przechodzi. A w sumie mam jeszcze czas do terminu...A już świruję. Hm, co będzie dalej, jak termin minie?

Permalink | Leave a comment  »

]]>
http://files.posterous.com/user_profile_pics/1448274/Photo_on_2011-08-31_at_13.51.jpg http://posterous.com/users/hd255XwyaJXM6 Dorota bayushi Dorota