Lauron mnie wczoraj rozczuliła niezwykle. Nie wiem na ile świadomie, ale hasło "braciszek w brzuchu" wywołuje w niej falę czułości, głaska mój brzuch, tuli się (czasem niezbyt delikatnie ;) ), a wczoraj wzięła kubek z wodą, podeszła, podniosła bluzkę i usiłowała mój brzuch napoić (pakując mi dziób niekapka w pepek). W sumie i auuuć i jejuniu. No rozczuliałam się po prostu.