Sat

Duża dziewczynka, mały chłopiec

I dwójka rodziców. Jeszcze nie zwariowaliśmy, wszyscy żyją i mają się nieźle (poza atakiem grypy żołądkowej, tudzież innego wirusa). Nie mogę się za to zebrać, żeby napisać coś więcej.

Młody je, śpi, ma dni świetne i dni kiepskie. Jest wrażliwcem, ma delikatną skórę i chyba też niestety skazę :( Potrafi przeleżeć masę czasu sam na łóżku czy w wózku albo ma dzień jak dziś, że siedzi cały czas w chuście (z przerwami na jedzenie).

Laura jest tak już duża i tak szalenie dużo rozumie, że aż jestem przerażona. Jak mały płacze pokazuje na butelki, mówi "am" albo idzie po smoczek. No bo wiadomo, że trzeba nakarmić, zasmoczkować. Mniej podoba się jej, że Bruna nosimy ;) Choć już powoli zauważa, że jak młody w chuście to nie beczy, a by się możemy z nią bawić. Nauczyła się wczoraj mówić "shinsengumi". Wzięła moją ksiazkę i pyta "co to", to odpowiedziałam "książka o shinsengumi", więc powtórzyła "gumi gumi". Ha!

Ale opiszę kiedyś poniedziałek - dzień kiedy zostałam z nimi sama, T wrócił do pracy. Tytułem podsumowania stwierdziłam, że obrona doktoratu to pikuś w porównaniu z ogarnięciem chaosu dwójki małych dzieci, które jednocześnie coś chcą. I dziwię się, że tak mało ludzi ma tytuł dr, a całkiem sporo dwójkę dzieci. T. mówi, że to kwestia tego, że do dr trzeba te 4 lata przygotowań, a o dziecko jednak się stara krócej i nie zawsze planowo. No może ;)

 

Posterous theme by Cory Watilo