Nie było mnie, nie urodziłam. Czekam. Czekanie na poród to najbardziej masakryczna rzecz w całej ciąży. Ostatnie badania zrobione, przedatuja sie w poniedziałek, więc musze pojechać jutro powtórzyć. Jestem zmierzła, wszyscy i wszystko mnie drażni. Beczę bez powodu. A jak się więcej ruszam (ruch przyspiesza poród) to spojenie mi świruje i kończę z bólem w łóżku. Oszaleć można.

Ci, ktorzy piszą o "radosnym oczekiwaniu", "magii ciąży" etc są albo facetami, albo nigdy nie byli w ciąży. Do diaska z magią. Znów mam proste marzenie - niech już jest po (i niech poród jest tak szybki lub szybszy niż z Lauronkiem) i niech już jestem w domu. Siedenie te minimum dwa dni w szpitalu mnie chyba przerasta. Ale może w sumie fajnie będzie? Wezmę Kindla i książki poczytam? :P

Na razie męczy zgaga. Już powinna przejść, bo brzuch niby niżej. A nie przechodzi. A w sumie mam jeszcze czas do terminu...A już świruję. Hm, co będzie dalej, jak termin minie?

Laura równie długo zasypia, co się budzi. Zwłaszcza z drzemki. Rozbudzanie trwa czasem z pół godziny i objawia się przytulaniem, koniecznością noszenia, czasem pojękiwaniem, płakaniem.

Wczoraj też tak było - marudzenie, jojczenie. Ale...zobaczyła ciasto na stole. Oczy jej się zaświeciły, wyciągnęła łapki i zakomunikowła "chce". Było jakieś 5 minut od wstania. W efekcie na obiad zjadła ciasto, na deser obiad. Może być :)

 

Oczywiście alergologiczna, a jak! Jetsem już przecież mistrzem ;)

Laura znów się pogorszyła troszkę. Dokładnie w tym samym czasie co Tomek. O ile młoda dostała koziego sera odrobinę, u Tomka zmian zero. No ale okazało się, że pogarsza im się rano po myciu wodą (Laurze wieczorem). I drugi czynnik - powietrze w Krk znów było kiepskie. Dziś jest lepiej i oboje też lepsza skóra. Więc wychodzi na to, że jednak głównym winnym jest czynnik atmosferyczny, który ogólnie osłabia im zdolność do radzenia sobie z innymi alergenami. I o ile w zdrowym powietrzu (patrz wakacje) ich organizmy radzą sobie z nabiałem, pomidorami (no i innymi), to w sytuacji krakowskiej już mniej :(

Tylko co teraz?

Własnie wyczytałam, że moja znajoma nie powinna miec dzieci, bo popełniła notkę, że "dziecko ją wkurwia". Tak więc drogie mamy, jak macie gorszy dzień, to broń boże nie piszcie! Poczekajcie na lepszy i napiszcie, że macie cudnego anioła w domu i to, śmo, tamto. Bo inaczej sama superniania was przeklnie :P

W sumie nie wiem, śmiać się? Płakać?

 

Dostała na Mikołaja. Dwie inne książeczki czekają w szafie. Dołączam do zachwyconych pomysłem, ale Młoda jeszcze chyba za młoda. Szkoda że bohaterowie - zwierzątka nie są bardziej podobne do zwierzątek, bo na razie Smo słabo je rozpoznaje. Ale myślę, że przed nami będzie potem masa godzin spędzonych na oglądaniu i opowiadaniu.

A dziś maupiatka wygoniła nianię z domu. Wróciłam od dentysty, niania opowiada co robiły, młoda brykała, wię cmówi, ze kota za ogon, cos tam, coś tam, a Laura w tym czasie zaczęła jej mówić i robić "papa", coś tam gadać i ogólnie odwracać uwagę. Ale chyba jej się głupio zrobiło, bo dała niani buziaka na dowidzenia. Hm.

Mamy w domu małą małpkę a nie dziewczynkę... Wdrapuje się na wszystko - krzesła, stoły, parapety. Ma bardzo silne ręce i podciąga się bardzo zawodowo. Wczoraj postanowiła jednak zaliczyć kolejny level wspinaczkowy - wlazła na krzesełko uczydełko, na jego oparcie, a stamtąd do turystycznego łóżeczka z kulkami. Podciągnęła się na krawędź łóżeczka, pobalansowała i wskoczyła w kulki. Zamarliśmy z szoku, gotowi lecieć i łapać. Okazało się niepotrzebne. Gorzej będzie jak postanowi wyjść z tego łóżeczka. Podłoga jednak raczej mało amortyzuje.

Torba prawie spakowana. Wczoraj byliśmy zobaczyć jak wygląda Żerom w remoncie. Wygląda źle, ale położna mówiła, że 16 grudnia mają wracać do wyremontowanego ślicznego swojego skrzydła budynku. No to chyba ufff. Nie chcę rodzić wcześniej (choć z drugiej strony jestem już masakrycznie umęczona ciążą). A położna, która nie oprowadzała zasugerowała żebym brała karetkę jak pierwszy poród tak szybki był. No nieźle...

Powinnam jeszcze może druknąć plan porodu ;)

Nie zgadzam się na to, żeby Smo się oddrzemkowała! Ja wiem, że dzieci kiedyś przestają sypiać w dzień, ale powinno to następować bliżej 2 urodzin, a najlepiej 5 :P Niech idzie w ślady swego taty do licha i sypia! Albo ewentualnie w moje i nie sypia ale pada wieczorem przed 19. A tu mamy brak drzemki i szaleństwa do 20:30. No dobra...dziś padła. Na mnie. O godzinie 17:10. Za nic nie chciała się odłożyć, więc jak T. wrócił zastał mnie wtuloną w fotel i jęczącą (ciąża plus 10 kg słodyczy na brzuchu powoduje bardzo silną zgagę!!), Młodą przeniósł do łóżka, pospała jeszcze z pół godzinki (do 18 w sumie). Zasnęła o 21. I oglądała dziś dużo bajek, bo matka z nieśpiącym dzieckiem w którymś momencie traci cierpliwość i nie ma ochoty na rysowanie/książeczki/bawienie w gotowanie/etc, tylko chce pilnie posiedzieć. Tata po powrocie z pracy w piątek też nie ma za wiele energii - pohuśtał/popisał/pogotował i zaproponował bajki. No więc dziś był i Kot Filemon i Świnka Peppa i Hello Kitty - Śpiąca Królewna. No cóż - mieliśmy plan, że dziecko nie będzie oglądać bajek co najmniej do 2 roku życia, a jak już to max do 1h dziennie. Naiwniaki byliśmy :PI naprawdę błogosławię nianię, bo bez niani mój kręgosłup i zdrowie psychiczne byłyby dziś w gorszej kondycji. A tak młoda była na długim spacerze. Tylko czemu do licha te spacery jej nie męczą? Powinna padać na pyszczek i spać.

A w ramach "mam dość czytania" zamówiłam właśnie książki dla niej. Sztuk 3. Będzie co czytać ;) Gaiman nadal ją nudzi, szkoooooda.

Posterous theme by Cory Watilo